Torunianka z wyboru

[…] walcząc z niespełnionymi ambicjami, próbowałam zaakceptować nową rzeczywistość. Obce miasto, obcych ludzi, brak teatru, sceny, uśmiechu, miłości…

 

Moim rodzinnym miastem jest Warszawa. Tam się urodziłam i spędziłam pierwsze lata mojego życia. Najpierw Ursynów, później Piaseczno… Właściwie wszyscy, łącznie ze mną, byliśmy przekonani, że to właśnie tam wrócę na studia. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie. Wybrałam Toruń.

 

”Dlaczego?! Przecież wszyscy stąd wyjeżdżają”

To pytanie, które padało najczęściej, zaraz po ”Dlaczego wybrałaś dziennikarstwo?”. Odpowiadając, ograniczałam się zazwyczaj do stwierdzenia, że zadecydowały o tym powody osobiste. Warszawa rzeczywiście jest miastem perspektyw, oferującym młodej osobie mnóstwo możliwości rozwoju. Ja jednak porzuciłam stolicę, żeby opiekować się moją mamą.

Pierwszy rok w Toruniu

Był trudny. Wracając do pytania nr 1 – wybrałam dziennikarstwo z powodu braku pomysłu na siebie i swoją przyszłość. Planem A była szkoła teatralna, planu B nie było. Jak łatwo się domyśleć, plan A nie wyszedł i trzeba było zadać sobie pytanie „Co dalej?”. Maturę przecież olałam (ograniczyłam się tylko do rozszerzenia z polskiego i angielskiego), a cały ubiegły rok spędziłam w warszawskim studio teatralnym Dell’Arte. Dziennikarstwo? Od biedy mogło być. Wybrałam UMK i walcząc z niespełnionymi ambicjami, próbowałam zaakceptować nową rzeczywistość. Obce miasto, obcych ludzi, brak teatru, sceny, uśmiechu, miłości… Zamiast chodzić na piwo, chodziłam do szpitala (do mamy).

Umierałam wśród pięknych kamienic

W grudniu, po dwóch miesiącach studiowania, zrozumiałam, że to była bardzo zła decyzja. Przy pierwszej sesji dopadł mnie prawdziwy kryzys. Nie chciałam tu być. Wpadłam w nieciekawe towarzystwo i kiedy patrzę na ten czas z dzisiejszej perspektywy, uważam, że to był naprawdę zły okres w moim życiu. Wtedy jednak narodziła się myśl, żeby spróbować czegoś nowego, poszukać siebie… więc może wszystko dzieje się po coś?

”Buntownik z wyboru”

Masowo oglądałam filmy, czytałam książki i zabijałam wolny czas, który przypominał mi o smutku i rozczarowaniu. Któregoś wieczoru ”Buntownik z wyboru” na nowo rozpalił we mnie marzenia. Podjęłam decyzję, że dam radę. Musiałam tylko znaleźć sposób na to miasto. Poznać je i zaakceptować. Ten, kto posądza mnie o mocną inspirację tytułem tego filmu, ani trochę się nie myli! (Ale nie od razu na to wpadłam) ;]

Like a celebrity…

Fanpage prowadzę od niespełna dwóch lata.  Na obecną chwilę liczba jego polubień wynosi 651 lajków. Moja działalność na stronie jest bardzo nieregularna i nieskonkretyzowana. Kiedy zaczynałam, publikowałam przeważnie posty autopromocyjne. Pojawiały się w nich moje zdjęcia + info. co robię, gdzie, kiedy i z kim. Nie wiedziałam jeszcze, o czym chcę pisać, ale wiedziałam, że chcę pisać. Miałam swoją stronę, pragnienie publikowania, brakowało jedynie pomysłu. Z braku laku zaczęłam pisać o sobie.

I w ten sposób na długo zszargałam sobie opinię na studiach. Ludzie przestali ze mną gadać, a pewnego dnia doczekałam się „komplementu”, że jestem osobą kontrowersyjną. Błędy bolą. Jasne, chciałam być osobą rozpoznawalną, ale… nie tak. Moim marzeniem było zostać toruńską blogerką. Zamiast tego musiałam jednak znosić trudną atmosferę zajęć, na których prawie nikt się do mnie nie odzywał, a ludzie w Toruniu nawet nie mieli pojęcia, że istnieję. Próbowałam żyć jak celebrytka i robiłam wokół siebie show. “Nieważne, co mówią, byle mówili”.

Nie mogło się udać

Dzisiaj to wiem ;] Z zebranych doświadczeń staram się jednak wyciągać wnioski. Treści, które publikuję teraz, nie mają już na celu podkreślać, ”jaka to ja jestem fajna”, ale pokazują, że Toruń to ciekawe, urokliwe miejsce, gdzie można miło spędzić czas. Jasne, swoje prywatne myśli i spostrzeżenia również publikuję, ale nie robię już tego z ”pompą”. Nie potrzebuję ”być kimś”, żeby czuć się kimś.

Moje sukcesy..?

 

  1. Udało mi się polubić Toruń. Mam swoje ulubione miejsca na kawowe wypady i spacery.
  2. Podczas juwenaliów 2016 przeprowadziłam akcję „1000 selfie”.
  3. Dwa razy pisali o mnie w magazynie Toronto.
  4. Pracowałam przy projekcie „Kreatywne torunianki”.
  5. Założyłam bloga!

 

Ciekawostka: Najbardziej „lubiany” post na mojej stronie dotyczył
reklamy piwa wystawionej przez pub Kafefajka.

Reszty dowiecie się z moich kolejnych wpisów. Toruń da się lubić, a ja go pokochałam ;] Jak każde miasto ma swoje mankamenty, ale sens polega na tym, żeby znaleźć na nie sposób. Pozdrawiam, Wasza TeZetWu

5 thoughts on “Torunianka z wyboru

  1. Rany, jak dobrze wiedzieć że nie byłam sama. Też przyjechałam do Torunia na studia i od razu nie mogłam znaleźć sobie tu miejsca a każdą wolną chwilę wykorzystywałam na powrót do rodzinnego miasta. Na szczeście z biegiem czasu się to zmieniło i teraz czuję się tutaj jak u siebie w domu:)

      1. O kurczę, jest ich dużo. Lubię chodzic nad Martówkę i zwykle tam zabieram wszystkich moich gosci. O każdej porze roku jest tam pięknie 🙂 Uwielbiam murale Andrzeja Poprostu i cieszę się że na moim osiedlu jest ich sporo. Jesli chodzi o jedzenie to odwiedzam regularnie: Freetki, Długa Buła, Snackarnię i Pie Town. A jest przecież jeszcze tyle lokali w których nie byłam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *