L. Mądzik „Symbioza”

Miałam być statystką

Kiedy zeszłam do piwnicy Od Nowy, zobaczyłam czworo młodych ludzi sklejających taśmą arkusze szarego papieru. Zapytałam, czy może wiedzą, gdzie tu jest jakaś próba teatralna i czy mogą mi wskazać odpowiednią salę, ale okazało się, że… jestem na miejscu. Szok? Tak, ale za chwilę, kiedy już dowiem się, że jedynymi występującymi jesteśmy my, piątka przypadkowych studentów z Torunia. Tak, SZOK.

O spektaklu dowiedziałam się od koleżanki ze studiów. Napisała do mnie w czwartek wieczorem, ponieważ szukała statystów do nieodpłatnego przedstawienia Klamry. Coś kojarzyła, że ja czasem udzielam się aktorsko, więc napisała właśnie do mnie. Jak zareagowałam? W obliczu czekającego mnie egzaminu warunkowego i generalnie niezbyt wielkiej ochoty na życie, zgodziłam się w ciemno.

Generalnie, spodziewałam się, że będę grać tło. Przypadkową kobietę sączącą przypadkowego drinka, która wypowie ze dwie, trzy nieprzypadkowe kwestie i tym samym nada sensu toczącej się akcji, ale… Zostałam zaangażowana w Symbiozę jako jedna z jej głównych aktorów. Oprócz mnie byli jeszcze: Anna, Magda, Monika i Bartek. A co zabawne, wszyscy przyszliśmy z nastawieniem „okay, będę statystą i zagram drzewo” i nikt z nas nawet nie podejrzewał, że to właśnie my, naszymi gestami i ruchem, opowiemy historię w reżyserii Leszka Mądzika.


To było dla mnie głębokie doświadczenie. Rozmowy z panem Leszkiem M. o koncepcji i symbolice tworzonego przez nas spektaklu należały do jednych z najbardziej inspirujących rozmów w moim życiu. Kim jest ten człowiek, który w tak poruszający sposób odbiera rzeczywistość? Wstyd mi się przyznać, ale ja nigdy wcześniej nie zetknęłam się z jego nazwiskiem.


Sztuką jest
umiejętność przekazania innym pryzmatu własnych uczuć i emocji. Odnalezienie tej właściwej formy dla komunikatu, który wydaje się niemożliwy do opowiedzenia słowami.

Ile mieliśmy prób? Jedną. Dostaliśmy krótką instrukcję, co i kiedy mamy robić, jednak cała treść miała wypływać z nas. To my rozmawiając i ćwicząc, szukaliśmy między sobą fragmentów historii o wolności, smutku, poszukiwaniach, tęsknocie, samotności, miłości…

Widownia oglądała pokaz zza szyby, zza ogromnych okien sali Od Nowy, gdzie głośno rozbrzmiewała muzyka. Akcja Symbiozy rozgrywała się na zewnątrz budynku – tam nasza piątka była ukryta wśród drzew, tam opowiadaliśmy nasze historie ruchem i światłem. Co ważne, zachowana odległość czy niewidoczna bariera ze szkła również stanowiły symbolikę

Nie wiem, jakie wrażenia odnieśli widzowie. Kiedy o zdanie zapytałam mojego kolegę, on w pierwszej chwili stwierdził, że zupełnie tego nie ogarnął. Kiedy jednak dłużej o tym rozmawialiśmy i przy winie na spokojnie wróciliśmy do poszczególnych faz i elementów pokazu, doszedł on do wniosku, że Symbioza była fenomenalnie nieoczywista, bogata w symbole i ukryte znaczenia.

Możliwość poznania Leszka Mądzika i zagranie w jego etiudzie teatralnej traktuję jako niesamowite wyróżnienie. Serio, jestem w szoku, że do ostatniego dnia musiał on szukać statystów! To, co przeżyłam w ten weekend z przekonaniem kwalifikuję do osobistych historii „I can’t believe it”. A miałam być statystką 🙂

+ Na zakończenie przyznam, że nasz zespół był na maxa udany! Atmosfera zza kulis po prostu rewelacja. Serio wcześniej się nie znaliśmy? 🙂 #TeZetWu


I po ptokach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *