#Toruń od zera

Moja gra o wszystko

Przez pierwsze dwa miesiące wychodziłam na zero. Zarabiałam dokładnie tyle, ile potrzebowałam zarobić (wynajem pokoju, komunikacja miejska, szkoła i życie, czyli jedzenie, kosmetyki i inne takie. W tygodniu wyrabiałam możliwie największą ilość godzin w pracy, w weekendy uczyłam się grafiki komputerowej w szkole policealnej. A… o tym nie wspominałam.

DUMNA…

Do Torunia przeprowadziłam się w ostatnim tygodniu września. Nie miałam ani pracy, ani pomysłu na siebie. Jasne, opcja z mieszkaniem u rodziców istniała, ale nie wchodziła w grę. Jestem osobą zbyt dumną. Nie potrafiłabym codziennie rano wstawać i… No myślę, że na etapie wstawania mogłabym się zatrzymać. Potrzebowałam zmiany.


CEL – PAL

Jak wspominałam w pierwszym wpisie cyklu, miałam plan. Po szybkiej kalkulacji zysków i strat, zaczęłam go realizować.

  • Wynajęłam pokój na poddaszu na Wrzosach. Właścicielka nie zgodziła się na kota, ale myślę, że to plus przede wszystkim dla kota.
  • Zachorowałam – welcome dodatkowe wydatki.
  • Przerażona sytuacją swojego konta, podjęłam pracę na montażu w magazynach.
  • Uspokojona sytuacją swojego konta zdecydowałam się na kurs grafiki komputerowej w szkole policealnej. Kosztował tysiąc, ale rozłożenie go na 10 rat nie brzmiało już tak źle. Przynajmniej do połowy października…


W październiku znów byłam bezrobotna. Trzy dni. Później znalazłam zatrudnienie jako kelnerka w Wejściówce. Przez dwa miesiące woziłam w torebce słoik owsianki, którą jadłam codziennie na śniadanie i kolację, przy okazji dziękując Bogu za zniżki pracownicze. Rzeczywistość przypominała jazdę bez trzymanki, ale walczyłam – byłam w grze.

Decyzja o kursie grafiki została skrytykowana przez moich bliskich. Argumenty, że chciałabym się czegoś nauczyć, że potrzebuję coś robić przez ten rok, nie tylko walczyć o utrzymanie, spotkały się z odpowiedziami: -Nie masz za co się utrzymać. -Przecież ty się nie interesujesz grafiką! -Ciekawe jak za to zapłacisz. -Kolejna zajawka, która przejdzie ci po miesiącu. -Jesteś mistrzynią absurdalnych decyzji… Nikogo nie przekonałam.


ROZPALIĆ SIŁĘ

Wkurzyłam się. Miałam dość bycia ofiarą. W listopadzie zmieniłam pracę. Przez dwa tygodnie pracowałam na dwie zmiany. Od 8 do 16 jako asystentka zarządu w firmie plus wieczory w kawiarni. W połowie miesiąca zaproszono mnie na rozmowę. Przemęczenie odbijało się na mojej energii i skuteczności… Musiałam wybrać. Odpuściłam gastronomię.

Zaczęłam więcej czytać i interesować się grafiką. W styczniu odpłatnie tworzyłam pierwsze projekty reklamowe. Nawiązałam współpracę z lokalnymi mediami torunskmi oraz koordynowałam działania promocyjne firmy. Inwestowałam w pisma branżowe i prasę codzienną. Odnosząc mały sukces, automatycznie myślałam o kolejnym. Ani na chwilę nie wypadałam z gry. Odsunęłam od siebie niepewność czy wątpliwości “A może moi bliscy mieli/mają rację…” . Uczyłam się nowych rzeczy od różnych osób, w różnych miejscach. Nabrałam świadomości własnych zalet i wad.


POKONAĆ SIEBIE

Walka o godność przywróciła mi siłę. Czując złość i smutek, pokonywałam lęk przed nowymi wyzwaniami. Rzuciłam palenie. Zaczęłam chodzić na siłownię. Zapisałam się na kurs prawa jazdy i rozpoczęłam psychoterapię. W kalendarzu dokładnie rozplanowałam swoje działania i wydatki. Dziś mam określone cele. Wciąż rozwijam umiejętności graficzne, z których aktualnie się utrzymuję. Dbam o dietę i zdrowy tryb życia. Nie boję się samotności i nie boję się bólu. Rzuciłam wyzwanie moim ograniczeniom.


W OGNIU PASJI

Mój pierwszy strzał był niepewny. Nie usztywniłam nadgarstków, a siła odrzutu i hałas wytrąciły mnie z równowagi. “Słaba. Boisz się.” – usłyszałam echo w głowie i poprosiłam instruktora o dodatkowe instrukcje. Po kilku próbach moje strzały z odległości 20 m były całkiem przyzwoite;] Czułam adrenalinę, siłę i ekscytację. Podobało mi się.

Na Strzelnicy Olender dostępne są różne typy broni. Może to niekobiece, ale cholernie się wkręciłam ;] Tu znajdziecie ofertę.

Doświadczenie “Torunia od zera” obudziło we mnie pragnienie nowych wyzwań. Kiedy mój blog umarł musiałam podjąć decyzję: Czy kończę działalność, która na przestrzeni lat nie przyniosła mi żadnych zysków, czy zaczynam traktować moją pasję na serio?

Zdecydowałam, że spróbuję. Bez obietnic, bez zapowiedzi. Jestem samotniczką, która od lat karmi swoją samotność pasją i póki co, nie zamierzam przestać. Zaprosiłam do współpracy młodych ludzi, których nie znałam, a u których wyczułam podobny głód pasji i samorealizacji. Coś stworzyliśmy.


PATRZYCIE NA TO

Lena Paracka to moje odkrycie. Trafiłam na jej zdjęcia przypadkowo, na Instagramie, i od razu zamarzyła mi się sesja w podobnym klimacie. Byłam / jestem pod ogromnym wrażeniem ujęć zatrzymanych w jej aparacie.

No i jeszcze mój serdeczny kolega Norbert 😀 który przedstawiając się w miejscu naszej pracy zwykle podkreśla “Ja tu tylko sprzątam”. Chłopak odwala kawał dobrej roboty, ogarnia ciężki sprzęt, sprawy techniczne… Jest nieocenioną pomocą i nie wyobrażam sobie bez niego życia 😃 A tak na serio, bardzo szanuję go za kreatywność i otwartość na nowe wyzwania.

CZY WYGRAŁAM?

Nie. Jestem w grze. To nie koniec.

Współpraca:

Fot. Lena Paracka
Strzelnica Olender
Norbert “Ja tu tylko sprzątam”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pl_PLPolish
pl_PLPolish