uśmiechnięta autorka książki "Wszystko już było"
INSPIRACJE

Wszystko już było

O wyboistej drodze po marzenia – pomyśle na książkę, zapełnianiu kolejnych stron i dniach, kiedy pisanie w ogóle nie szło. Zapraszam na wywiad z Martą Lenkowską, autorką książki „Wszystko już było”. Premiera jej debiutanckiej powieści odbędzie się już… 17 stycznia!

Przełomowy moment

Torunianka z wyboru: Jak będzie wyglądał dzień premiery Twojej książki?

Marta Lenkowska: Pewne jest, że popłaczę się z radości! To dla mnie przełomowy moment i długo na niego czekałam. Ostatnią kropkę „Wszystko już było” postawiłam w sierpniu 2019 roku, więc wiele się od tamtego momentu wydarzyło. To była bardzo wyboista droga po marzenia, pełna momentów zwątpienia.

Dzień premiery najpewniej uczczę nadaniem przesyłek dla czytelników, którzy zdecydowali się kupić książkę u samego źródła – u autorki. Myślę, że zaliczę spacer po kochanym Toruniu i nie oprę się pokusie wejścia do księgarni i sprawdzenia półek. Choć jeśli znajdę tam „Wszystko już było” ryzykuję, że popłaczę się po raz drugi!

O pracy nad książką

T: Skąd pojawił się pomysł na historię opowiedzianą we „Wszystko już było”?

M: Z życia.

Pierwszy pomysł na książkę pojawił się z obawy przed zbyt szybko upływającym czasem. Pamiętam, że ciągle tylko czekałam na weekend, na urlop, na wakacje. Nie czułam się spełniona w pracy. Bałam się, że zasiedzę się w miejscu i nawet nie zauważę, kiedy życie przeleci mi przed nosem.

Wtedy pojawił się w mojej głowie pomysł na bohaterkę, która faktycznie tego doświadcza – moja Liz budzi się pewnego dnia o dwadzieścia lat starsza. A przynajmniej tak jej się wydaje. Tak naprawdę cierpi na częściowy zanik pamięci.

Później pomysł przeszedł masę zmian i przeróbek. Dodałam bohaterce wyjątkowości i wrażliwości – nie dość, że jest malarką, to jeszcze bardzo znaną. Jednak dopiero kiedy dodałam motyw Portugalii – tego stanu ducha, który Portugalczycy nazywają saudade – poczułam, że opowieść jest pełna. Do tego stopnia zaintrygowało mnie to zjawisko – ta nostalgia, tęsknota, szacunek dla przeszłości, niemal gloryfikowanie jej – że pragnęłam o nim napisać, pokazać je.

T: Jak długo pracowałaś nad tą książką?

M: Od pierwszego pomysłu do ostatniej kropki minęło dziesięć miesięcy. W międzyczasie skończyłam kurs pisarski i zwolniłam się z pracy. Samo pisanie to prawie pięć miesięcy niemal codziennego klepania w klawisze.

T: Czy miałaś swoje ulubione miejsce i porę dnia na pisanie?

M: Zdecydowanie rano. Ja w ogóle uwielbiam poranki! Szczególnie te, które mogę wykorzystać na własnych zasadach. Kawa i śniadanie to idealny początek, bez tego nie usiądę do pisania. Jestem jedną z tych osób, które bez śniadania zmieniają się w marudę!

Za to moim miejscem do pisania jest po prostu dom. Zajmuję miejsce przy biurku, na kanapie, na łóżku, czy podłodze – zależnie od nastroju – i po prostu piszę. Nie umiem za to pisać w miejscach publicznych – nie jestem niestety taką fotogeniczną pisarką, która mości się z laptopem przy stoliczku w kawiarni i zatapia się w swojej historii. Kiedy jestem wśród ludzi, lubię ich obserwować, słuchać, inspirować się chwilą. Poświęcam uwagę temu co dzieje się dookoła. Dopiero później – kiedy wrócę do domu – przelewam zebrane myśli na papier, spisuję pomysły.

T: Co było dla ciebie najtrudniejsze w procesie pisania?

M: Najtrudniejsze w tworzeniu powieści jest znalezienie i dopracowanie pomysłu. To był pierwszy poważny próg, kiedy zaczynałam. Myślę, że gdyby nie kurs pisarski i pomoc jaką tam dostałam, powieść powstawałaby o wiele dłużej. To mi pomogło pozbierać myśli i opracować plan. Później pisanie to była czysta przyjemność.

Pomysł i planowanie to zresztą nadal część, która zajmuje mi najwięcej czasu. Czasem trzeba cierpliwie poczekać, by idea wyewoluowała i złożyła się w spójną i wyjątkową całość.

T: Czy zdarzały Ci się dłuższe przerwy w pisaniu, kiedy odkładałaś pracę nad książką?

M: Zdarzają się dni, kiedy pisanie w ogóle nie idzie. Czasem to tylko wymówki i tak naprawdę wystarczy kilka pierwszych zdań, by jakoś poszło dalej. Ale bywa też, że dzieje się coś, co skutecznie zajmuje moją uwagę, psuje humor, albo martwi. Wtedy staram się słuchać swojej intuicji i daję sobie odpocząć, albo zajmuję się czymś innym. I to też jest w porządku.

Bardzo rzadko zdarza się jednak, że całkowicie odcinam się od tego, co piszę. Najczęściej nawet jeśli parę dni nie siadam do komputera, wciąż myślę o mojej fabule, planuję, rozgryzam bohaterów, zapisuję pojedyncze myśli w notatniku. To jest strasznie wciągające i naprawdę trudno by mi było zupełnie nie myśleć o pisaniu!

T: Kto jako pierwszy przeczytał Twoją opowieść?

M: Moimi pierwszymi recenzentami byli mąż i mama. Informacja zwrotna była może mało pomocna dla mnie, ale bardzo miła – podobało się i to bardzo! Od tamtej chwili oboje bardzo mi kibicowali na tej pisarskiej drodze. Każde pomagało na swój sposób.

plakat promujący książkę "Wszystko już było"

T: Skąd pomysł na okładkę?

M: Okładka to dzieło fantastycznej graficzki. Jako autorka miałam oczywiście wpływ na jej wygląd, proponowałam co mogłoby się na niej pojawić. Nie chciałam żeby okładka sugerowała romans, czy rozwinięty wątek miłosny, bo nie to jest w tej historii istotne. To książka o kobiecej sile, o poszukiwaniu swojego prawdziwego „ja”.

Cieszę się z kolorów okładki, z portugalskich kafelków i znanego punktu widokowego Lizbony. Do tego ramka dookoła, która przywodzi na myśl ramę obrazu. A może to sobie dopowiadam? W każdym razie – ja tak ją odbieram.

Patronki, recenzje, podcast

T: Gdzie można przeczytać pierwsze recenzje „Wszystko już było”?

M: Pierwsze recenzje pojawią się na pewno na portalu Lubimy Czytać, na Instagramie i Facebooku oraz na kilku blogach. Na pewno najszybciej opublikują je moje cudowne Patronki – ich logo będą zdobiły tył okładki.

Poza recenzjami pojawi się kilka rozmów, wywiadów dotyczących książki, jej powstawania, pomysłu. Podcast Eweliny Wolskiej-Bartz „Intuicja jest Kobietą” (premiera już wkrótce) totalnie mnie otworzył i skłonił do wspomnienia całej tej drogi, tych dwóch lat zawieszenia między powstaniem książki, a znalezieniem jej wydawcy… To nie jest cukierkowa historia. Nie jest też tragiczna. Po prostu – prawdziwa. Zachęcam oczywiście do jej wysłuchania – bardzo rzadko poruszam tematy, które tam wypłynęły.

Swoją drogą, jestem naprawdę mile zaskoczona zainteresowaniem, jakie budzi ta premiera. Dostałam od otoczenia naprawdę sporo uwagi, bezinteresownej pomocy, wsparcia. Zupełnie się nie spodziewałam tak ciepłego przyjęcia. Jestem szczerze poruszona i wdzięczna za to, co mnie spotyka od ludzi. To mi dodaje otuchy. Czuję jakby po okresie suszy spadł na mnie deszcz – po dwóch latach moja ukochana książka zaczyna żyć własnym życiem, a ja wiem, że to dopiero początek mojej przygody na rynku wydawniczym, bo w przygotowaniu mam kolejne tytuły. Jestem tym ogromnie podekscytowana!

Książkę możecie zamówić na stronie autorki.

Wkrótce widzę się z Martą przy kawie, bo zamówiłam box autorski (zawierający książkę, kubek ze wzorem portugalskich kafelków i herbatkę) z odbiorem własnym. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące książki, pisania lub autorki, dajcie znać w komentarzach. Obiecuję, że zapytam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.